Состояние Новый
Счет-фактура Я выставляю счет-фактуру НДС
Язык издания польский
Год выпуска Две тысячи двадцать пять
Название Континенты
Издательство другие (Издательский флигель континенты)
Состояние упаковки оригинальные
Номер журнала Сорок шесть
Количество 104 штук
Filipiny, wyspa Luzon, Sagada. Tu ludzie dbają, by na ich zmarłych, na trumny ułożone w stosy w jaskiniach i skalnych półkach, choć przez chwilę każdego dnia padało światło. Australijski interior – wchodzimy z reporterską uważnością w mądry i nieprzenikniony dla białych najeźdźców świat rdzennych mieszkańców. Wędrując po Iranie staramy się wniknąć w myśli i dusze współczesnych Persów. W Afryce odkrywamy tajemnice misteriów vodún nie tylko w Beninie. Wskazujemy najlepsze miejsca na Ziemi do życia – w Tyrolu Południowym i do umierania – na Krecie. Wędrujemy w głąb historii – po Paryżu, Berlinie i po wybrzeżu Czarnogóry, ku Kotorowi; wchodzimy w ciszę na pustyni Mojave i na Korsyce; wpatrujemy się w odmienne niby, a jak podobne oblicza biurokracji na świecie. I wychodzimy za próg, do Puszczy Zielonej, na Kurpie.
Grzegorz Kapla, Filipiny. Sagada
Przed Padis Point, nadmorską restauracją, w której serwują owoce morza, stoi choinka. Zamiast bombek, wiszą na niej różowe skorupki krabów. Kiedy zawieje wiatr, uderzają o siebie z dziwnym odgłosem. Z głośników lecą angielskojęzyczne kolędy. Poza tym na wyspie Luzon wszystko dobrze.
Witold Gapik, Iran. Zrozumieć Persa. XII lekcji
„Brata nie wybierasz. Przyjaciel to brat, którego możesz wybrać”. Tak brzmi jedno z najpiękniejszych irańskich przysłów. Dla niejednego – oklepany banał. Życie obdarowało mnie bratem i przyjacielem w jednym. To mistrz elegancji, lew salonowy, łowca kobiecych serc, pustynny wiatr: My Friend – Mehdi.
Książę i wróżka. Baśń z Pendżabu
Dawno, dawno temu żył sobie król, który miał jedynego syna – księcia imieniem Bahramgor. Był on tak piękny jak księżyc w pełni i równie olśniewający jak słońce w zenicie. Pewnego dnia nasz książę wybrał się na polowanie – najpierw na północ, lecz nie napotkał żadnej zwierzyny; potem na południe – również bez skutku; następnie na wschód – wciąż nic. W końcu zwrócił się ku zachodowi, gdy nagle z zarośli wybiegł złoty jeleń – złote miał racice i poroże, a całe jego ciało lśniło jak najczystszy kruszec.
Jarosław Klejnocki, Grecja. Dwa bieguny Krety
Najbardziej lubiłem przesiadywać kilkaset metrów na wschód od promenady, nad samym morzem, gdzie jest żwirowa miejska plaża, wcale nie oblegana. Z tego miejsca przy plaży mogłem bez końca patrzeć na morze, a właściwie na zatokę Kissamou ujętą w ramiona dwóch wielkich półwyspów – przylądka Kimaros po lewej oraz długiej maczugi Rodopou po prawej stronie. I to był, wciąż jest, jeden z najpiękniejszych widoków, który stał się moim udziałem. Być może oznaką szczęścia i odnalezienia właściwego miejsca bywa myśl przychodząca nagle do głowy, że tak, właśnie tutaj można by umrzeć. Więc tak, mógłbym się rozstać z sobą i ze światem dokładnie tu. Bez żalu.
Michał Kaczmarek, Czarnogóra. Wybrzeże dynarskie i adriatyckie
Jadąc wzdłuż niego, z północy na południe, można oglądać weneckie miasteczka, austriackie twierdze, prawosławne cerkwie, katolickie kościoły albo muzułmańskie meczety. Wybrzeże.
Katarzyna Nizinkiewicz, Korsyka. Złote światło gór
Nie miałam planu, nie chciałam nawet mieć oczekiwań. Tylko to jedno: czy da się? Czy znajdę przejście tak, żeby ominąć szosy? Korsyka jest dzika, teren skalisty i trudny – czy uchowały się miejsca, do których nie dotrze samochód? Nic ważnego, drobny, prywatny eksperyment.
Piotr Korybut-Kotulewski, Paryż. Słoń a sprawa francuska. Place de la Bastille
Paryż jest pełen pomników. Generałowie, prezydenci, poeci i pisarze, malarze i filozofowie zaludniają główne place i podrzędne skwerki. Stoją, siedzą, dosiadają rumaków lub gubią się w abstrakcyjnych sylwetkach. Wśród nich nasi Mickiewicz i Chopin (w dwóch odsłonach, nie licząc nagrobka na Père-Lachaise). Na dobrą sprawę wszystkie są podobne. Zadumane pozy, spojrzenia w dal, wyciągnięte dłonie… spośród nich wszystkich wyróżniał się jeden. Był zdecydowanie najdziwniejszy. Ale nim na dobrą sprawę powstał, już go nie było.
Beata i Paweł Pomykalscy, Berlin. Legendarne dzielnice
Wszystkie dzielnice, które później obrosły legendą, z Prenzlauer Bergiem i Kreuzbergiem na czele, ale także Neukölln, Wedding, Friedrichshain, powstały w ramach planu Hobrechta i dziś cieszą się niesamowitą estymą, przesądzając o tym, czym jest Berlin i jak jest postrzegany.
Tomasz Fedor, Tyrol Południowy. Ahrntal i 3 Zinnen w pięć dni
Cudne widoki, czyste strumienie i wspaniałe szlaki, zielona trawa i błękitne niebo. Kuchnia wierna tradycji i produktom – miejscowym, alpejskim, włoskim. Ludzie świadomi piękna swej małej ojczyzny, którą chcą w nienaruszonym stanie przekazać potomkom. I jak tu jeszcze chwalić się odkryciem miejsca, które chciałoby się mieć tylko dla siebie…?
Anna Olej-Kobus, Benin/Togo. Życie, śmierć i voodoo
Kogut w dłoniach kobiety nie walczy. Spokojnie czeka na nieuchronny koniec. Jeden szybki ruch i głowa ptaka zwisa bezwładnie. „Śmierć jest częścią życia” – przypominają mi się słowa usłyszane kilka dni temu w Beninie. „Ale wy jej unikacie, dlatego was tak przeraża”.
Jan Banning, Biurokracja
Osiem fotografii – statycznych kadrów, o nieznośnie powtarzalnej scenografii: człowiek i jego biurko. Jak wyglądają urzędnicy w Boliwii, Chinach, Francji, Indiach, Liberii, Rosji, Stanach Zjednoczonych i Jemenie? Autor dzieła, Jan Banning (ur. 1954) – holenderski fotograf i dokumentalista – przez kilka lat tworzył zbiorowy portret biurokracji na świecie.
Lidia Russel, Drzewa Jozuego i wszystko inne we Wszechświecie. Zapiski z Pustyni Mojave
Bliżej nam do miejsc dzikich i surowych, ale czasem odwiedzamy też popularne. Park Narodowy Drzew Jozuego to dwa w jednym – rozległa pustynna dzikość, która jednocześnie jest „wysokoenergetycznym” miejscem turystycznym.
Tomasz Kunicki, Alice Springs. Przerwane pieśni
Tutaj od miejsca do miejsca prowadzą ścieżki. A w miejscach mieszczą się nie tylko historie, ale także tradycje, zasady i regulacje. Nasz tradycyjny system jest wyjątkowo surowy, ale dzięki temu w dawnej Australii rzadko dochodziło do poważnych konfliktów. Każde plemię, każda grupa językowa znała swoje legendy i swoje pieśni. Były one nierozerwalnie związane z terytorium.
Dariusz Fedor, Polska. W stronę kadzidlańskiego boru
Podróż na Kurpie dobrze jest rozpocząć rano. Nie za wcześnie, by słońce zdążyło już na dobre odbić się od horyzontu. Ale i nie za późno, by nie wspięło się jeszcze ponad korony drzew. Dzień niech będzie bezchmurny. Zaraz za Wyszkowem, a jeszcze przed skrętem na Brok (jadąc od Warszawy S8), należy zerkać w prawo. Tam bowiem, zwłaszcza letnią porą, natura odgrywa zadziwiające widowisko pt. żywy impresjonizm.